Ludzie bezdomni

Każdej zimy pojawiają się różne apele, akcje społeczne, nawoływania i napomnienia, mające zwrócić naszą uwagę na los ludzi bezdomnych, którym w zimowych warunkach grozi śmierć z wychłodzenia. Ludzie bezdomni w zimie kompletnie mnie nie obchodzą.

Niewidzialni to książka, która jest de facto akcją społeczną i zbiórką jednocześnie. Kosztująca, bagatela, 155zł książka wydrukowana jest z użyciem specjalnej farby, która ujawnia się dopiero w temperaturach minusowych. Książka zawiera opowieści ludzi bezdomnych, napisane przez nich teksty, wiersze, sztukę teatralną. Jak deklaruje fundacja, która wydała książkę, każde 100zł  z jej ceny zostanie przeznaczone na rozbudowę jadłodajni dla bezdomnych.

Intencją książki Niewidzialni jest zwrócenie uwagi na los bezdomnych. Jak mówią pomysłodawcy:

„Niewidzialni” to książka, która pozwala nie tylko dostrzec ludzi bezdomnych, zwykle niezauważanych, ale również wczuć się w ich sytuację.

Ta akcja jest bez sensu.

W większości – a piszę tak tylko z ostrożności, gdyż podejrzewam, że we wszystkich – miejscowości istnieje całkiem sporo miejsc, gdzie ludzie bezdomni mogą udać się by uzyskać pomoc. Ośrodki Pomocy Społecznej, ośrodki wsparcia prowadzone przez kościoły i zakony, noclegownie, jadłodajnie. To nie jest tak, że takich miejsc nie ma, bo one są; miejsca w nich też są, a nawet gdyby nie było, to nigdy nikogo nie wygonią, zawsze znajdzie się miejsce chociażby na materacu w – ogrzewanym – korytarzu. I nie jest również tak, że mogą nie wiedzieć gdzie się zwrócić. Każdy chyba bezdomny żyjący na ulicy miał kontakt z policją i strażą miejską, które to służby zawsze proponują pomoc w dotarciu, albo chociaż adres najbliższego miejsca gdzie można uzyskać pomoc.

Tylko jest jeden warunek: trzeba być trzeźwym.

A dla wielu z tych bezdomnych, o których według wydających apele powinienem się tak troszczyć, jest to warunek nie do spełnienia. Bo to nie są „tylko” bezdomni. To są, nie boję się użyć tego słowa, zwykłe menele. Żule, dla których gorzała jest znacznie ważniejsza, niż ciepły posiłek i miejsce do spania. Taki jest ich wybór – albo był, kiedyś, zanim jeszcze denaturat wyżarł im resztki szarych komórek. Cóż, chcącemu nie dzieje się krzywda – nie czuję się ani trochę w obowiązku zwracać na takich ludzi uwagi.

I nie, mimo apeli, których jest multum (google: „zwracajmy uwagę na ludzi bezdomnych”, około 169 000 wyników), nie sądzę, żeby dobrym pomysłem było pozwolenie na nocleg takim ludziom na klatce schodowej w moim bloku. To się fajnie mówi, że to nic nie kosztuje – ale smród potem wietrzyć trzeba przez kilka dni, już nie mówiąc o innych wątpliwej natury niespodziankach, jakie potrafią zostawić w podzięce tacy goście.

Honor

Generalizuję? No jasne, że tak. Ale, bądźmy szczerzy: praktycznie każdy, kto jest bezdomny i bez dachu nad głową, choćby schroniskowego, ale dachu, dokonał takiego wyboru samodzielnie. Powody są niemal zawsze takie same: alkohol, narkotyki. Naturalnie, jest może kilka procent takich, którzy nie chcą korzystać z pomocy bo to im uwłacza, bo mają swój honor. Albo, bo preferują życie na łonie natury. Nie chcą być ograniczani. Albo cokolwiek innego – ich wybór. Ale w takim razie niech ten ich honor, źle pojmowany, ich ogrzeje – ja nie mam zamiaru.

Dzisiaj kolejna wiadomość tego typu: „Pracownicy stacji Orlen wyprosili bezdomną staruszkę. Bo klienci poskarżyli się w ankiecie” – czytamy w stołecznym „Metrze”. Dalej cały tekst o tym, jak to miła pani nikomu nie wadziła, miała ciężkie życie, syn ją wyrzucił z domu, emeryturę ma za dużą by dostać pomoc, za małą by samodzielnie coś wynająć. W natłoku informacji tylko jednym zdaniem, niemal niezauważenie, przemyka się informacja:

Okazało się, że mimo trzykrotnej propozycji zamieszkania w lokalu socjalnym starsza osoba nie chciała skorzystać z pomocy – informuje biuro prasowe.

 

A przecież nie jest żadną ujmą zwrócić się o pomoc, gdy powinie nam się noga. Po to takie instytucje są, by pomóc w cięższej chwili, by pomóc się podźwignąć. Chyba, że ktoś nie chce się podźwignąć; nie da się uszczęśliwić na siłę.

Jej wybór. Nie mój problem.

 

Linki

Udostępnij:
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *