Nadrabianie zaległości #1: Krata w Sejmie

Jako, że w ostatnich dniach nie byłem zbyt aktywny, chyba wypadałoby nadrobić nieco zaległości i skomentować parę rzeczy, jakie się pojawiły w tym czasie. Zaczynamy od „tajemniczej kraty”, która pojawiła się w Sejmie.

Przy okazji, pojawiły się również komentarze o tym, jak to władza odgradzała się od obywateli „płotem hańby”, który – na szczęście – szybko zniknął.

Kłopot w tym, że trzeba być kompletnym idiotą

by nie rozumieć, że jak najbardziej jest potrzeba bronić Sejmu przed obywatelami. Jedno z najważniejszych miejsc w Polsce, w którym rutynowo przebywają najważniejsze osoby w Państwie. Prezydent, premier, marszałkowie Sejmu i Senatu. Zostawmy w tym momencie już fakt, że obecnie to i tak są marionetki naczelnika Kaczyńskiego – niezależnie od tego, gdyby ktoś chciał przeprowadzić zamach terrorystyczny i wyeliminować praktycznie całą „głowę” państwa, nie ma lepszego miejsca na to niż Sejm.

Oczywiście, teren wokół parlamentu nie jest już tak bardzo otwarty jak był jeszcze parę lat temu. Podwyższono płotki i parkany, na drogach wjazdowych postawiono specjalne zapory, co w sporym stopniu zmniejsza możliwość wjazdu ciężarówki wyładowanej dynamitem. Po serii prowokacji dziennikarskich Sejm *podobno* jest także lepiej strzeżony przed przypadkowymi ludźmi. Ale, bądźmy szczerzy: jeśli ktoś już będzie na terenie sejmu, sforsowanie kilku strażników nie będzie wyjątkowo trudne. Dodajmy do tego wybuchową kamizelkę i nieszczęście gotowe.

Nie jest przypadkiem, że większość państw świata odgradza swoje parlamenty od obywateli. Nie jest to kwestia odcinania się od społeczeństwa, czy chowania przed nim, nie. To kwestia bezpieczeństwa narodowego. Posłowie nie siedzą przecież cały czas w tym budynku; mają swoje biura i dyżury poselskie, gdzie można się z nimi umówić na spotkanie. Wielu z nich rozumie też, że opłaca im się udostępnić jak najwięcej kanałów kontaktu dla ludności. Jednak gdy parlamentarzyści siedzą już w tym sejmie istnieje spora szansa, że wraz z nimi znajduje się tam też wielu bardzo ważnych ludzi.

Dlatego nie jest niczym złym, że Sejm odgradzany jest od ludzi płotem. Nie jest też niczym złym, że wewnątrz mogą pojawić się „checkpointy”. Może to być problemem w kontekście sytuacji – ale nie znaczy to, że trzeba wylewać dziecko z kąpielą i odrzucać sam pomysł jako taki.

Sejm odgradzany od obywateli miał być już od wielu lat.

Za każdym razem, gdy pojawia się taki pomysł, protestuje aktualna opozycja, znajdując pretekst do ataku rządu, a także zidiociałe, populistyczne bulwarówki. Mechanizm jest ten sam, co w przypadku zakupu samolotów dla najwyższych władz kraju: hur dur, wydajo moje piniondze na luksusy i odgradzajo się ode mnie, Grażyna leć po widły idziem na sejm!

Potem zazwyczaj władza z pomysłu się wycofuje.

A potem dochodzi do katastrofy. Mniejszej, jeśli mamy szczęście. Albo takiej w rodzaju Smoleńska 2010. Katastrofy, której dałoby się uniknąć, gdyby ktoś pomyślał.

Udostępnij:
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *