Rzekoma kradzież sędziego Wróblewskiego: kilka pytań

Od przedwczoraj Polska żyje sprawą sędziego sądu apelacyjnego we Wrocławiu, który rzekomo miał zostać zatrzymany na gorącym uczynku gdy wynosił hurtowe ilości pamięci przenośnych z supermarketu. Nie wiem, jak było naprawdę. Ale wiem, że te informacje, które przedostają się do mediów, kupy za bardzo się nie trzymają.

Parę cytatów.

Pracownik Sądu Apelacyjnego został przyłapany na gorącym uczynku, gdy wychodził w poniedziałek ze sklepu z pendrive’ami o łącznej wartości około 2 tys. złotych – ujawnił tabloid „Fakt”. Jego zachowanie wzbudziło podejrzenia ochrony, która chciała przeszukać Roberta Wróblewskiego. Sędzia wtedy pokazał im legitymację, po czym oznajmił, że chroni go immunitet sędziowski. Ochroniarze Media Markt postanowili wezwać na pomoc policję.

Funkcjonariusze przeszukali podwładnego sędziego i jego samochód. Odnaleźli skradzione ze sklepu pendrive’y, a Wróblewski musiał pojechać na komisariat i zeznawać w prokuraturze. Sędziego Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu chroni immunitet, który może zostać uchylony przez sąd dyscyplinarny. Tylko wtedy prokuratura może postawić Wróblewskiemu jakiekolwiek zarzuty.

Źródło

Około godz. 14 w poniedziałek ochrona Media Marktu zauważyła na monitoringu podejrzanie zachowującego się mężczyznę w średnim wieku. Oglądał zabezpieczenia różnych sprzętów, po czym odkładał je z powrotem na półki. Szedł dalej i znów to samo. Robił to w taki sposób, że ochroniarze zaczęli go śledzić. – Zauważyliśmy, że na regałach jest sporo pustych opakowań – zeznali. Ale nie interweniowali. Czekali na to, jak klient się zachowa przy kasie. Mężczyzna zapłacił tylko za jedną rzecz i ruszył w stronę wyjścia. Tuż za kasami zatrzymali go ochroniarze. Poprosili, by wyjął wszystkie rzeczy. Wówczas starszy pokazał legitymację sędziowską.

 – Chroni mnie immunitet – miał oświadczyć. To jednak nie pomogło. Na prośbę policji, która została wezwana do sklepu, prezes Sądu Apelacyjnego zgodziła się na przeszukanie sędziego i jego samochodu. Wtedy okazało się, że miał przy sobie 18 różnych artykułów elektronicznych – słuchawki, głośniki, karty pamięci i pendrive’y o wartości ok. 2,4 tys. zł. Część z tych przedmiotów miała odcięte klipsy zabezpieczające. Sędzia miał przy sobie także cążki i nożyk do rozcinania opakowań. – Narzędzia te służyły do naprawy samochodu – miał tłumaczyć.
Dopytywana przez polsatnews.pl, czy przy zatrzymanym znaleziono skradziony sprzęt, w jakich okolicznościach doszło do zatrzymania, prokurator powiedziała jedynie, że „sędzia został ujęty za linią kas”.
Podczas posiedzenia kolegium,  sędzia Robert Wróblewski zrelacjonował przebieg zdarzenia w sklepie wielkopowierzchniowym we Wrocławiu. Stanowczo zaprzeczył, aby dokonał kradzieży sklepowej oraz podkreślił, że sam zwrócił się o wezwanie policji w celu jak najszybszego wyjaśnienia sprawy.
Jak to w końcu było? Kto został przeszukany? Dlaczego – skoro zatrzymano sędziego na linii kas – przeszukano jego samochód? O co chodzi z jakimś tajemniczym podwładnym? Co dokładnie wzbudziło podejrzenia ochrony, jakim cudem wypatrzyli przez kamerę, że „na regałach jest sporo pustych opakowań”? Jakie towary sędzia miał kraść, żeby wyszło 2,5 tysiąca, i gdzie mu się one zmieściły? I przede wszystkim, po co miał to robić – chciał na giełdzie handlować?

Więcej pytań, zero odpowiedzi

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że – jak donosi Paweł Miter, sędzia Wróblewski miał wkrótce orzekać w sprawie, która zahaczała o legalność działań CBA, i gdyby podjął „złą” decyzję, mogłoby to mocno utrudnić życie obecnemu (i poprzedniemu) szefostwu służby antykorupcyjnej.

 

Musi też zastanawiać fakt, że to właśnie teraz sędzia miał zdecydować się na tak idiotyczny czyn – gdy akurat Ziobro próbuje przeforsować ustawę, która podporządkuje sądownictwo politykom. Nie omieszkał zresztą natychmiast odnieść się do tej sprawy, jeszcze w poniedziałek, obiecując, że proponowane zmiany „pozwolą wzbudzić wśród obywateli zaufanie do sędziów”.

Nawiasem mówiąc: gdyby się okazało, że zgromadzone dowody faktycznie świadczą przeciw sędziemu, to chyba należałoby się bardzo poważnie zastanowić, czy sędzia sam z siebie wpadł na pomysł kradzieży w supermarkecie. Orzekając w sprawach kryminalnych z całą pewnością dobrze wiedział jak wygląda praca ochrony, jakie metody są łatwe do wykrycia, jak zachowują się ci, którzy „wpadają”. Taka kradzież najzwyczajniej w świecie nie pasuje do profilu sędziego.

Co nie znaczy, że jest to niemożliwe. Nie takie już przypadki miały miejsce – ale zbiegów okoliczności jest odrobinę zbyt wiele, by nie zadawać pytań.

Domniemanie niewinności

Swoją drogą dość ciekawe jest, że tak jakby wszyscy zapomnieli o czymś takim, jak domniemanie niewinności. Od początku media piszą o sędzim z nazwiska, publikują jego wizerunek i wprost piszą o nim jak o złodzieju – podczas, gdy prokuratura nawet nie dostarczyła jeszcze do sądu zapisów z monitoringu, na podstawie których ma zostać podjęta decyzja o ewentualnych konsekwencjach dyscyplinarnych i (gdy prokuratura zdecyduje się o to zawnioskować) uchyleniu immunitetu. Słabe to jest, gdy klimat polityczny mamy taki, że pozwala na takie traktowanie sędziów – jednocześnie chroniąc wizerunek pospolitych, wielokrotnie wcześniej karanych przestępców.

Udostępnij:
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *